piątek, 17 listopada 2017

Pięta achillesowa w kuchni



Jedni z nas są świetni w daniach słonych, a inni w deserach. Jednak każdy ma swoją tzw. piętę achillesową. Chciałabym dzisiaj wspomnieć o swoich  4 głównych problemach, z którymi borykam się w kuchni odkąd pamiętam.

Nuda w kuchni

Bardzo często występuje u mnie nagły zryw i przypływ wielu pomysłów na nowe dania, a później przychodzi przestój i brak chęci. Mam wrażenie, że wiecznie na stole królują te same dania. Jak zaczynam planować menu na kolejny tydzień to wówczas jestem już przerażona. Muszę się przyznać, że często wygrywa tutaj lenistwo na tyle, że nawet nie chce mi się przeglądać innych przepisów, aby się zainspirować.

Jak sobie z tym radzę?

Tutaj są tylko dwa sposoby: zmuszam się do wymyślenia czegoś nowego, ale nigdy nie jest to nic rewelacyjnego albo czekam jak zły czas minie i znowu zapali się światełko.


Zbyt duże porcje

Problem, który towarzyszy mi praktycznie od początku. Nigdy nie potrafiłam wymierzyć odpowiednich porcji dla dwóch osób. Najczęściej były to zbyt duże ilości ziemniaków, ryżu, mięsa. Nie wszystkie dania nadawały się do odgrzania albo po prostu wówczas traciły swój smak. Denerwowało mnie uczucie marnowania jedzenia.

Jak sobie z tym radzę?

Jak to mówią praktyka czyni mistrza – można powiedzieć, że wciąż z tym walczę, ale jest coraz lepiej. Nauczyłam się również wykorzystywać gotowe produkty, których mam w nadmiarze w innych daniach, np. na kolejny obiad albo zbyt dużą ilość ryżu wykorzystuje do przygotowania paprykarza.


Pięta achillesowa - jak zaradzić?

Zbyt gęsty sos

Mam tutaj na myśli zwykły sos obiadowy np. do rolad. To chyba jest moja największa zmora i często niestety wciąż jest to loteria. Raz wyjdzie za gęsty, raz w sam raz.

Jak sobie z tym radzę?

Staram się przygotować bardziej rzadką mieszankę wody z mąką, ale w większych ilościach. W razie czego mam również przygotowaną wodę. Jakiś czas temu przeczytałam, ze należy dodać kilka kostek lodu. Jeszcze tego nie próbowałam, ale wszystko przede mną.


Zbyt słone lub zbyt ostre

Tutaj pojawia się różnica w kubkach smakowych moich i męża. Niestety uwielbiam sól i bardzo często to co dla mnie jest w sam raz, dla niego jest zbyt słone. Drugą sprawą jest ostrość, której jestem fanką, a mój mąż wręcz przeciwnie.

Jak sobie z tym radzę?

Szczerze mówiąc wciąż nad tym pracuję i szukam złotego środka. Często dodaję dużo mniej przypraw i doprawiam sobie dopiero na talerzu.


Oczywiście na większość problemów jest jakiś ratunek, o czym pojawił się już wpis.

A co jest waszą piętą achillesową? Jak sobie radzicie?




środa, 15 listopada 2017

Tagliatelle z klopsiki w sosie chrzanowym

U mnie w domu gotowane klopsy przeważnie występowały w połączeniu z sosem pomidorowym, a że ja uwielbiam zmiany postanowiłam przygotować trochę inną wersję. Tym razem były to klopsiki w sosie chrzanowym, a swoim dziełem chciałabym się z Wami dzisiaj podzielić.


Składniki

  • 0,5 kg mięsa mielonego
  • mała bułka
  • trochę mleka
  • 1 jajko
  • 5 łyżeczek chrzanu
  • 3 łyżki śmietany 18%
  • 3 łyżki mąki pszennej
  • 8 łyżek wazowych wody z ugotowanych klopsów
  • pół kostki masła lub margaryny
  • suszona lub świeża natka pietruszki, maggi, sól, pieprz, gałka muszkatałowa, ziele angielskie, liść laurowy


Zaczynamy od przygotowania klopsów, a dokładnie od namoczenia bułki w mleku przez około 5-10 minut. Mięso mielone wrzucamy do miski, dodajemy jajko, natkę pietruszki, trochę maggi, sól, pieprz i dobrze odcisniętą bułkę. Wszystko dokładnie wyrabiamy i formujemy małe klopsiki. Gotoujemy ok. 25 minut w wodzie z dodatkiem liscia laurowego i i ziela angielskiego.

Po ugotowaniu klopsów przechodzimy do naszego sosu. W rondelku rozpuszczamy masło i dodajemy mąkę, cały czas mieszając dodajemy śmietanę oraz podlewamy wodą z ugotowanych klopsów. Na koniec chrzan, sól, pieprz i gałka muszkatałowa.Wszystko chwilę gotujemy na małym ogniu.

Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu.

Tagliatelle z klopsiki w sosie chrzanowym


Smacznego!

piątek, 10 listopada 2017

Dorsz w cieście naleśnikowym

Jedną z moich ulubionych ryb jest właśnie dorsz. Najczęściej występuje u mnie w formie smażonej i zaczyna zawiewać nudą. Postanowiłam przyrządzić go w zwykłym cieście naleśnikowym.

Czego potrzebujemy?

  • oczywiście rybę (u mnie był to dorsz, ale sprawdzi się każda inna ryba)
  • 1 jajko
  • mąka
  • woda gazowana
  • odrobinę mleka
  • sól, pieprz, papryka ostra
  • 1 cebula


Oczywiście ciasto można przyrządzić według składników i proporcji jakich używamy zawsze. Należy jednak pamiętać, że te ciasto powinno być gęstsze niż te na standardowe naleśniki. Ja dodatkowo użyłam jeszcze cebuli.

Zaczynamy od przygotowania ryby, którą przyprawiamy delikatnie solą oraz pieprzem i odkładamy. Jajko mieszamy z mąką, wodą gazowaną oraz niewielką ilością mleka. Zdecydowanie ilość wody gazowanej ma górować nad ilością mleka. Dodajemy drobno posiekaną cebulę. Ciasto przyprawiamy solą, pieprzem i ostrą papryką.

Rozgrzewamy olej, rybę zanurzamy w cieście i przekładamy na patelnię. Smażymy na średnim ogniu, aby ryba się zdążyła zrobić zanim spali nam się ciasto.

Dorsz w cieście naleśnikowym

Szybko, prosto i naprawdę smacznie!





środa, 8 listopada 2017

10 szybkich dań

W dzisiejszym wpisie chciałabym zaprezentować Wam moje 10 ulubionych i szybkich dań obiadowych. 

Kiedy najczęściej pojawiają się na moim stole?

  • gdy mam lenia
  • gdy wracam późno do domu i jestem zmuszona przygotować obiadokolację
  • gdy dzień mam zaplanowany po brzegi i potrzebuję obiadu, który mogę przygotować dzień wcześniej, a następnie tylko go odgrzać



Dania na już

 



Makaron z tuńczykiem i oliwkami


Dorsz w cieście naleśnikowym




Świetne dania do odgrzania na drugi dzień


Zapiekanka z udek i ryżu